17 lis 2012

Valentynka serwuje recenzję "kremu BB" Nivei

Cześć Valentynki! 
 
Właścicielka Czarnego Lokalu rozparła się wygodnie w swym fotelu, obracając w palcach świeżo odebraną, schludnie opakowaną paczuszkę. Z bijącym z emocji sercem rozdarła kolorowy papier i wyjęła z niego opakowanie... kremu BB. W jej głowie natychmiast  ułożył się nader zmyślny plan - zaserwuję go mym klientom!

Oto pokrótce historia powstania dzisiejszego posta. Otóż kochani, waszej Valentynce udało się wygrać w internetowym konkursie "krem BB" marki Nivea. Nie ma zatem już co przedłużać, tylko zabierać się do recenzowania:

Która z was nie słyszała o kremach BB, a mówiąc dosadniej -  Blemish Balm, bądź Beauty Balm  (obie nazwy funkcjonują jako określenie tego produktu) - i o cudach, jakie potrafią zdziałać na naszej skórze. Zostały one wyprodukowane przez niemieckie firmy kosmetyczne, jednakże to rynek azjatycki wypromował je w drogeriach na całym świecie. Obecnie możemy spotkać się z wieloma podróbkami oryginalnych kremów, w szczególności tych wprowadzanych przez zachodnie firmy. Dlatego też do wygranego kosmetyku podchodziłam z dystansem, nie spodziewając się po nim jakiś "ochów" czy "achów".

Valentynka serwuje
Danie główne: BB Cream marki Nivea (cera jasna) krem wzbogacony o minerały i witaminę B5

 W opakowaniu

Wygląd kosmetyku po wyjęciu

Cena: 16zł - 24/50ml (czyli jedno opakowanie)
Zapewnienia producenta: "Jeden krok zapewnia nieskazitelną cerę i natychmiastowo zdrowo wyglądającą oraz piękną skórę:
  •  wyrównuje koloryt skóry i zmniejsza widoczność porów,
  •   pokrywa niedoskonałości takie jak oznaki zmęczenia, cienie pod oczami, przebarwienia, zaczerwienienia i drobne zmarszczki,
  •   rozjaśnia skórę, poprawiając naturalny koloryt skóry,
  •   dzięki innowacyjnej formule Hydra IQ zapewnia idealne nawilżenie,
  •   dzięki filtrowi przeciwsłonecznemu SPF 10 pomaga chronić skórę przed wpływem środowiska związanym z działaniem promieni słonecznych i przedwczesnym starzeniem."
Czyli dobrze znane nam wszystkim obiecanki-cacanki, brzmiące zaprawdę wybornie, lecz zwykle nie znajdujące odzwierciedlania w rzeczywistości.

Opinia Valentynki: Naprawdę nie rozumiem szzrzącej się wśród wszystkich znanych marek kosmetycznych mody na swój własny krem BB... no dobrze, jak zwykle chodzi o pieniądze, wiem. Jednakże jeśli nie potrafi się czegoś skutecznie podrobić, to zwyczajnie się tego nie produkuje! Ale mniejsza o to, przechodząc do sedna: produkt jest łatwo dostępny, widziałam go niemalże w każdej drogerii, jednakże gdyby równie dobrze było z jakością... 

Po pierwsze, nakładamy go na oczyszczoną skórę twarzy, wmasowując delikatnymi, okrężnymi ruchami, jak przykazał nam producent. Jednak na niewiele się to zdaje, ponieważ krem kryje źle, ażeby nie powiedzieć beznadziejnie. Dopiero w połączeniu z dobrym pudrem dawał całkiem niezłe efekty, lecz i tak nie umywał się do mojego podkładu. Próbowałam go wklepywać jak oryginalne azjatyckie BB, lecz nie zauważyłam nazbyt dużej różnicy.

Plusem tego kremu jest niezłe wyrównanie kolorytu i dobre rozświetlenie jej, aczkolwiek w przypadku osób prawdziwie bladych lub mających nieprzeciętnie ciemną karnację kosmetyk nie sprawdzi się dobrze. Nieco mnie owy fakt zdziwił, ponieważ zwykle nie ufam takim podziałom na "jasne, ciemne i śniade." Wolę dopasowywać kosmetyk mając podany odpowiednio oznaczony ton (najlepiej solidnie onumerowany).


Konsystencja jak w przypadku każdego kremu - nie inaczej jak kremowa, nie było zbytnich problemów z rozsmarowywaniem. Produkt należy do wydajnych, niewielka ilość wystarczy na pokrycie dużej części twarzy, choć większa ilość użytego specyfiku nie wpłynie na wyżej wymienione (bez-na-dziej-ne!) krycie. Pozostawia nico smug zatem znów podkreślam, należy dokładnie go rozsmarować. Kosmetyk owszem, może i trochę nawilża skórę, jestem skora zgodzić się z producentem, jednakże potwornie zapycha i pozostawia dość mocno wyczuwalny, nieco tłusty film na twarzy i zbiera się, co niestety bardzo mi  go obrzydziło. Dopiero po półtorej godziny od nałożenia przestałam wyczuwać na skórze nasze "BB". Zapewne wtenczas zniknęły także jakiekolwiek ślady jego używania, bo nie jest on trwały. A może to ja jestem zbyt aktywną osobą i wszystko po prostu ze mnie spływa? Cóż, nieważne...

Jak przy tym wszystkim spisuje się filtr? Trudno mi stwierdzić, ponieważ jesienią nie mamy zbyt wiele słoneczka na niebie, zatem trudno o jakieś wielkie opalanie.

Czy cokolwiek tak naprawde uwiodło mnie w tym produkcie? Tak, naprawdę ładny, subtelny zapach. Testowałam kiedyś na sobie kremy BB innych znanych marek, ale żaden z nich nie miał tak przyjemnej woni. Kosmetyk pachnie jak większość standardowych produktów firmy Nivea, czyli nie drażni, nie jest zbyt mocny. W tej kwestii spisuje się ponadprzeciętnie dobrze. Do gustu przypadło mi także opakowanie - wygodna tubka umożliwiająca łatwe wyciśnięcie odpowiedniej ilości kremu oraz estetyczna tekturka, świetnie prezentująca się na półce z kosmetykami...
...i chyba tylko tam.

Nie śmiałabym nazwać tego produktu kremem BB. Za to kolejną nieudolną podróbką azjatyckiego oryginału jak najbardziej. Kosmetyk nie powinien nawet stać na jednej połce z tymi specyfikami, ponieważ nie sprostał podstawowym zadaniom, jakie powinien spełnić każdy zwykły krem. Z czystm sumieniem mogę stwierdzić, że nie jest on wart naszych pieniędzy. 
Och, cóż za niechlubne miano!

Ocena końcowa: 3/10
Przykro mi, lecz nie zasługuje on na miejsce w menu naszego Czarnego Lokalu. Niestety za wysokie są to progi na jego nogi...

Tajemniczy skład: Aqua, Glycerin, Triisostearin, Octocrylene, Isopropyl Stearate, Talc, Cetearyl Alcohol, Methylpropanediol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Palmitic Acid, Stearic Acid, Panthenol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Oleic Acid, Myristic Acid, Arachidic Acid, Sodium Carbomer, Xanthan Gum, Glyceryl Glucoside, Trisodium EDTA, Methylparaben, Phenoxyethanol, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Benzyl Alcohol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Citronellol, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Parfum, CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499 

Zaserwowałam wam, moi kochani klienci kolejne danie, niestety nie tak smaczne jak poprzednie, ale i takie "frykasy" będziemy tu testować. A do menu Czarnej Aparycji wybierzemy te, które odznaczają się najwyższą klasą, estetyką i jakością. 


Macie propozycje? Piszcie!

8 lis 2012

Valentynka serwuje recenzję maseczki "Soraya Care&Control"

Witajcie!

Za oknami możemy podziwiać w pełnej krasie słotną, polską jesień. Dni stają się coraz krótsze i chłodniejsze, więc nam - zwykłym śmiertelnikom - nie pozostaje nic innego jak rozsiąść się wygodnie przed ekranem monitora z kubkiem gorącej herbaty w ręce i... zawitać w Strefie Czarnej Aparycji!

Lokal ten to miejsce ogólnodostępne, (chętnie zaopiekuje się młodymi, zbłąkanymi duszyczkami) gdzie każdy gość jest stawiany zawsze na pierwszym miejscu. Zapewnimy naszym przemiłym odwiedzającym wspaniałą mroczną atmosferę oraz bogate menu, spośród którego będą mogli wybierać swoje ulubione pozycje, serwowane przez wykwalifikowaną kelnerkę Valentynkę. 

Polecamy w szczególności świeżutkie recenzje, jeszcze ciepłe informacje ze świata mrocznych nowości oraz specjalność naszego zakładu - Słodkie Desery Niespodzianki, czyli kącik DIY z poradami dla osób o nieprzeciętnej chęci stworzenia czegoś sygnowanego własnym nazwiskiem.

Zaczynamy!

Jak powszechnie wiadomo każda z nas pragnie mieć gładką, zadbaną cerę bez uporczywych zaskórników, lub sprawiających wiele problemów pryszczy. W pielęgnacji skóry przydatne są nie tylko peelingi, kremy, żele oczyszczające czy popularne toniki, ale również maseczki. Przyznam, że to jeden z mych ulubionych sposobów dbania o cerę.
Na polskim rynku możemy przebierać w całej gamie maseczek o przeróżnych zastosowaniach, do każdego typu skóry. Nasuwa się wiec pytanie - jak wybrać odpowiednią?

Valentynka serwuje
Danie główne: Soraya Care&Control - Antybakteryjna maseczka drożdżowa


Cena: ok. 3zł (2x7,5ml)

Zapewnienia producenta: "Maseczka drożdżowa błyskawicznie oczyszcza skórę oraz zmniejsza problemy cery trądzikowej i tłustej. Wzbogacona o Hydrolizat z Drożdży, hamujący czynności gruczołów łojowych i ograniczający tworzenie zaskórników, działa oczyszczająco i ściągająco. Cynk, Wyciąg z Trawy Cytrynowej oraz Acnacidol wykazują działanie silnie antybakteryjne, walczą z bakteriami odpowiedzialnymi za pojawianie się wyprysków i stanów zapalnych.(...) Rezultat: czysta, gładka i matowa skora bez wyprysków i zaskórników."

Zaprawdę brzmi pysznie! Ale czy jest godne objęcia zaszczytnej pozycji w menu naszego Czarnego Lokalu?

Opinia Valentynki: Cóż, nie pierwszy raz kupuję tę maseczkę, ponieważ jest to produkt łatwo dostępny i rzeczywiście bardzo dobry. Gdybym miała określić stosunek jakości do ceny, moja opinia bylaby jak najbardziej pozytywna.

Przed nałożeniem specyfiku należy naturalnie oczyścić twarz z resztek makijażu i przemyć ją wodą lub tonikiem, (Soraya specjalnie wypuściła serię tychże kosmetyków Care&Control trzech krokach) ja użyłam do tego mojego ulubionego mydełka ziołowego TIALO, które możecie dostać w niemalże każdej aptece za ok. 15 zł. (Niedługo zaserwuję wam jego recenzję!)

Maseczka jest raczej gęsta, pokusiłabym się o stwierdzenie kremowa, "miła" dla skóry i dobrze rozprowadza się pędzelkiem po twarzy, nie spływa, nie wycieka z opakowania, zatem nie brudzi wszystkiego dookoła.


Niestety jej zapach, a właściwie brak konkretnej woni (ciastem drożdżowym nie pachnie) to maleńki minusik, ale są gusta i guściki. Dla mnie, istnej maniaczki zapachowej, jest to dość ważne kryterium przy ocenie produktu.

Po nałożeniu kosmetyku należy trzymać go na twarzy od 15 do 20 minut, a następnie zmyć letnią wodą. I tu zaczynają się prawdziwe schody, ponieważ ze zmywaniem lekko nie jest. Zwykły wacik nie może sobie poradzić nawet z taką ilością kremowej maseczki, chyba że użyjemy go jak szpatułki, zgarniając specyfik ze skóry. Po takim zabiegu polecam raz jeszcze dokładne opłukanie twarzy rękoma, aby na cerze nie zostały resztki.

Jednakże efekt wart jest całego zachodu!

Moja skóra ma skłonności do przetłuszczania się oraz wyskakiwania pryszczy czy zaskórników w tak zwanej "strefie T", natomiast policzkach jest raczej normalna. Maseczka świetnie ją nawilżyła i nie pozostawiła lepkiej warstwy na cerze, wręcz ukoiła zmęczoną po całym dniu skórę. Rewelacyjnie poradziła sobie z nadmiarem sebum na nosie, czole i brodzie, pozostawiając twarz gładką i świeżą. Zaskórniki jakby przyblakły, tak jak i czerwone miejsca po wypryskach. Maska zwęziła także rozszerzone pory, przywracając skórze zdrowy wygląd.
Efekt utrzymał się nawet trzeciego dnia!

Ocena końcowa: 9/10  

W pełni zasługuje na miejsce w naszym menu otrzymując specjalne wyróżnienie od Czarnej Aparycji - Specjalność Zakładu!



Tajemniczy skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Propylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Hydrolyzed Yeast, Stearic Acid, Octyldodecanol, Ethylhexyl Stearate, Panthenol, Sodium Cetearyl Sulfate, Zinc Oxide, Cymbopogon Nardus Rendle, 10-Hydroxydacenoic Acid, Sebacic Acid, 1,10-Decanediol, Hydrolyzed Algin, Chlorella Vulgaris, Maris Aqua, Allantoin, Lactic Acid, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate. 

Pierwsze danie zostało już zaserwowane, mam nadzieję że wam smakowało i nasyciliście się! Czarna Aparycja zaczyna rozkręcać swoją działalność! Komentujcie, pytajcie, dzielcie się wrażeniami, polecajcie oraz... proponujcie! Kelnerka Valentynka zawsze z przemożną chęcią wysłucha propozycji swych klientów. Stali bywalcy natomiast mogą liczyć na hojne wynagrodzenie!


Do napisania! *DEATH*