Cześć Valentynki!
Oto pokrótce historia powstania dzisiejszego posta. Otóż kochani, waszej Valentynce udało się wygrać w internetowym konkursie "krem BB" marki Nivea. Nie ma zatem już co przedłużać, tylko zabierać się do recenzowania:
Która z was nie słyszała o kremach BB, a mówiąc dosadniej - Blemish Balm, bądź Beauty Balm (obie nazwy funkcjonują jako określenie tego produktu) - i o cudach, jakie potrafią zdziałać na naszej skórze. Zostały one wyprodukowane przez niemieckie firmy kosmetyczne, jednakże to rynek azjatycki wypromował je w drogeriach na całym świecie. Obecnie możemy spotkać się z wieloma podróbkami oryginalnych kremów, w szczególności tych wprowadzanych przez zachodnie firmy. Dlatego też do wygranego kosmetyku podchodziłam z dystansem, nie spodziewając się po nim jakiś "ochów" czy "achów".
Valentynka serwuje
Danie główne: BB Cream marki Nivea (cera jasna) krem wzbogacony o minerały i witaminę B5
W opakowaniu
Wygląd kosmetyku po wyjęciu
Cena: 16zł - 24zł/50ml (czyli jedno opakowanie)
Zapewnienia producenta: "Jeden krok zapewnia nieskazitelną cerę i natychmiastowo zdrowo wyglądającą oraz piękną skórę:
- wyrównuje koloryt skóry i zmniejsza widoczność porów,
- pokrywa niedoskonałości takie jak oznaki zmęczenia, cienie pod oczami, przebarwienia, zaczerwienienia i drobne zmarszczki,
- rozjaśnia skórę, poprawiając naturalny koloryt skóry,
- dzięki innowacyjnej formule Hydra IQ zapewnia idealne nawilżenie,
- dzięki filtrowi przeciwsłonecznemu SPF 10 pomaga chronić skórę przed wpływem środowiska związanym z działaniem promieni słonecznych i przedwczesnym starzeniem."
Opinia Valentynki: Naprawdę nie rozumiem szzrzącej się wśród wszystkich znanych marek kosmetycznych mody na swój własny krem BB... no dobrze, jak zwykle chodzi o pieniądze, wiem. Jednakże jeśli nie potrafi się czegoś skutecznie podrobić, to zwyczajnie się tego nie produkuje! Ale mniejsza o to, przechodząc do sedna: produkt jest łatwo dostępny, widziałam go niemalże w każdej drogerii, jednakże gdyby równie dobrze było z jakością...
Po pierwsze, nakładamy go na oczyszczoną skórę twarzy, wmasowując delikatnymi, okrężnymi ruchami, jak przykazał nam producent. Jednak na niewiele się to zdaje, ponieważ krem kryje źle, ażeby nie powiedzieć beznadziejnie. Dopiero w połączeniu z dobrym pudrem dawał całkiem niezłe efekty, lecz i tak nie umywał się do mojego podkładu. Próbowałam go wklepywać jak oryginalne azjatyckie BB, lecz nie zauważyłam nazbyt dużej różnicy.
Plusem tego kremu jest niezłe wyrównanie kolorytu i dobre rozświetlenie jej, aczkolwiek w przypadku osób prawdziwie bladych lub mających nieprzeciętnie ciemną karnację kosmetyk nie sprawdzi się dobrze. Nieco mnie owy fakt zdziwił, ponieważ zwykle nie ufam takim podziałom na "jasne, ciemne i śniade." Wolę dopasowywać kosmetyk mając podany odpowiednio oznaczony ton (najlepiej solidnie onumerowany).
Konsystencja jak w przypadku każdego kremu - nie inaczej jak kremowa, nie było zbytnich problemów z rozsmarowywaniem. Produkt należy do wydajnych, niewielka ilość wystarczy na pokrycie dużej części twarzy, choć większa ilość użytego specyfiku nie wpłynie na wyżej wymienione (bez-na-dziej-ne!) krycie. Pozostawia nico smug zatem znów podkreślam, iż należy dokładnie go rozsmarować. Kosmetyk owszem, może i trochę nawilża skórę, jestem skora zgodzić się z producentem, jednakże potwornie zapycha i pozostawia dość mocno wyczuwalny, nieco tłusty film na twarzy i zbiera się, co niestety bardzo mi go obrzydziło. Dopiero po półtorej godziny od nałożenia przestałam wyczuwać na skórze nasze "BB". Zapewne wtenczas zniknęły także jakiekolwiek ślady jego używania, bo nie jest on trwały. A może to ja jestem zbyt aktywną osobą i wszystko po prostu ze mnie spływa? Cóż, nieważne...
Jak przy tym wszystkim spisuje się filtr? Trudno mi stwierdzić, ponieważ jesienią nie mamy zbyt wiele słoneczka na niebie, zatem trudno o jakieś wielkie opalanie.
Czy cokolwiek tak naprawde uwiodło mnie w tym produkcie? Tak, naprawdę ładny, subtelny zapach. Testowałam kiedyś na sobie kremy BB innych znanych marek, ale żaden z nich nie miał tak przyjemnej woni. Kosmetyk pachnie jak większość standardowych produktów firmy Nivea, czyli nie drażni, nie jest zbyt mocny. W tej kwestii spisuje się ponadprzeciętnie dobrze. Do gustu przypadło mi także opakowanie - wygodna tubka umożliwiająca łatwe wyciśnięcie odpowiedniej ilości kremu oraz estetyczna tekturka, świetnie prezentująca się na półce z kosmetykami...
...i chyba tylko tam.
Nie śmiałabym nazwać tego produktu kremem BB. Za to kolejną nieudolną podróbką azjatyckiego oryginału jak najbardziej. Kosmetyk nie powinien nawet stać na jednej połce z tymi specyfikami, ponieważ nie sprostał podstawowym zadaniom, jakie powinien spełnić każdy zwykły krem. Z czystm sumieniem mogę stwierdzić, że nie jest on wart naszych pieniędzy.
Och, cóż za niechlubne miano!
Ocena końcowa: 3/10
Przykro mi, lecz nie zasługuje on na miejsce w menu naszego Czarnego Lokalu. Niestety za wysokie są to progi na jego nogi...
Tajemniczy skład: Aqua, Glycerin, Triisostearin, Octocrylene, Isopropyl Stearate, Talc,
Cetearyl Alcohol, Methylpropanediol, Hydrogenated Coco-Glycerides,
Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Palmitic Acid, Stearic
Acid, Panthenol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Dimethicone, Tocopheryl
Acetate, Oleic Acid, Myristic Acid, Arachidic Acid, Sodium Carbomer,
Xanthan Gum, Glyceryl Glucoside, Trisodium EDTA, Methylparaben,
Phenoxyethanol, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl
Methylpropional, Linalool, Benzyl Alcohol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene
Carboxaldehyde, Citronellol, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone,
Limonene, Parfum, CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499
Zaserwowałam wam, moi kochani klienci kolejne danie, niestety nie tak smaczne jak poprzednie, ale i takie "frykasy" będziemy tu testować. A do menu Czarnej Aparycji wybierzemy te, które odznaczają się najwyższą klasą, estetyką i jakością.
Macie propozycje? Piszcie!



